Jakich postanowień nie zrealizuję w tym roku.

 

Dzisiaj na sesji coachingowej rozmawiałam z moim klientem o celach. Początek roku, to tradycyjny czas zobowiązań jakie podejmujemy na Nowy Rok. I jak pokazuje doświadczenie, bardzo często robimy to tylko po to, żeby ich nie zrealizować. Zazwyczaj pamiętamy o nich, góra, do połowy lutego. A potem, jak co roku wszystko wraca do normy. No, może oprócz lekkiego dyskomfortu, kiedy pod koniec roku przypominamy sobie o znowu niezrealizowanych postanowieniach. Aż ciśnie się na usta żeby powiedzieć „w takim razie lepiej nie składać zobowiązań”.  Lecz jak w dzisiejszych czasach żyć bez ambitnych celów? Przecież się nie da. Ze wszystkich stron atakują nas oczekiwania, atrakcje, różne dobra, które chcemy posiąść czy wiedza, którą chcemy zdobyć. Nie wspominając o celach biznesowych, stawianych przez naszą firma (czytaj: naszego menadżera).

Wniosek? Niestety. Chcemy czy nie. Trzeba stawiać sobie cele. A jak sami tego nie zrobimy, to inni zrobią to za nas. I trzeba jakoś z tymi celami żyć i nie dać się zwariować. Jak w takim razie radzić sobie z przymusem stawiania celu, jego realizacji i to najlepiej jeszcze z entuzjazmem i radością?  Odpowiedzi na to pytanie możemy szukać w literaturze czy inspirujących mowach, których jest zatrzęsienie na Youtube. W rzeczywistości jednak, nie jest to takie proste, jak przedstawiają to mówcy motywacyjni. Bo chociaż na początku mamy w sobie niemal ten sam poziom entuzjazmu co rzeczeni mówcy, ale z czasem, kiedy pojawiają się pierwsze trudności i zmęczenie drogą ku ambitnym celom zaczynamy się poruszać jakby w nieco zwolnionym tempie. A w końcu wleczemy się noga za nogą i szukamy powodu, aby zrezygnować. Tylko najlepiej w taki sposób, aby wyjść z tego z twarzą. To znaczy mieć dobry powód dla którego „nie da się”. Bo cele z czasem nas przytłaczają. Szczególnie gdy jest ich za dużo, albo powstały w wyniku zewnętrznych oczekiwań, żeby nie powiedzieć przymusu. Im większy, ambitniejszy cel, im bardziej odnoszący się do zewnętrznych, czasami nie wypowiedzianych oczekiwań, tym większe ryzyko przytłoczenia.

Rozwiązaniem może być podejście agilowo-iteracyjne. Zaczynam z wizja końca, ale nie przywiązuje się do jedynego, ostatecznego rezultatu. Tak czy inaczej, jakiś cel sobie wyznaczam.  Specjaliści od NLP, pozytywnego myślenia oraz fani filmu Sekret, zalecają jak najbardziej szczegółowe wyobrażenie sobie wyznaczonego celu. Zwizualizuj i myśl pozytywnie. Tyle tylko, że  to nie jest zwinne i w wielu przypadkach po prostu kiepsko działa i ogranicza. Zwizualizowanie celu powoduje, że ograniczamy się tylko do jednej z możliwych opcji. Na dodatek opcja, którą tworzymy opiera się na dotychczasowym doświadczeniu więc niekoniecznie jest idealna.  Nie ma tu miejsca na eksperymentowanie, popełnianie błędów, innowacyjność i testowanie nowych rozwiązań. Istnieje więc ryzyko, że się nie sprawdzi, podobnie jak kilka dotychczasowych znanych nam rozwiązań. Dlatego traktowałabym cel raczej jako kierunek, a nie ostateczny oczekiwany rezultat. Szczególnie jeśli mówimy o celach długo lub średnioterminowych. Droga do celu bywa długa i może na niej zdarzyć się wszystko. Mogą się pojawić przeszkody nie do pokonania, ale też okazje, z których nie można zrezygnować.  Dlatego metoda małych kroków wydaje się być optymalna przy realizowaniu celów. Robię jeden mały krok, który jest możliwy i zależy tylko ode mnie. Zatrzymuje się i sprawdzam gdzie jestem (retrospekcja?) i rozglądam się w jakim kierunku zrobić następny krok.  Po drodze do celu może się okazać, że należy nieco zmienić kierunek, zweryfikować początkowe założenia, być uważnym na to jakie nowe możliwości się przede mną otwierają i być może redefiniować swój cel. Dzięki temu mam możliwość osiągnąć, może nie zamierzony, ale za to najlepszy możliwy rezultat.

W Nowym Roku życzę Wam odwagi i rozmachu przy stawianiu celów, a jednocześnie otwartości na pojawiające się opcje. Bo może celem będzie podróż do Azji, a trafią się Wam okazyjnie bilety do Panamy, z darmowymi noclegami na miejscu i atrakcyjnym programem na pobyt. Może więc Azja w przyszłym roku? 🙂